Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

 

Polityka jednego dziecka w Chinach
Polityka jednego dziecka to jest polityka kontroli populacji Chińskiej Republiki Ludowej. Jej celem jest ograniczenie przyrostu naturalnego Chińczyków. Zgodnie z promowanym przez nią modelem, każda para w Chinach powinna mieć tylko jedno dziecko – posiadanie większej liczby potomstwa nie jest formalnie zakazane, ale obarczone wieloma dolegliwościami prawnymi, przede wszystkim tzw. opłatami za obsługę. Polityka jednego dziecka promuje pary mające tylko jedno dziecko na obszarach wiejskich i miejskich, rodzice posiadający ich więcej znajdują się w gorszej sytuacji prawnej. Możliwe jest uzyskanie pozwolenia na posiadanie większej ilości dzieci, pod warunkiem uiszczenia odpowiedniej opłaty. Chiński rząd wprowadził politykę w 1977 r. w celu "złagodzenia społecznych, ekonomicznych i problemów ochrony środowiska w Chinach", twierdząc że polityka ma zapobiec ponad 250 milionom urodzeń do 2000 r. Polityka budzi kontrowersje zarówno wewnątrz i na zewnątrz Chin ze względu na sposób, w jaki została wdrożona, a także ze względu na obawy związane z negatywnymi konsekwencjami ekonomicznymi i społecznymi. Polityka ta jest powiązana ze wzrostem przymusowych aborcji i dzieciobójstwa kobiet, jest też możliwą przyczyną nierówności płci w Chinach.
Limit jednego dziecka jest stanowczo egzekwowany na obszarach miejskich, ale stopień faktycznej realizacji waha się w zależności od miejsca. W większości obszarów wiejskich, rodziny mają prawo wnioskować o zgodę na drugie dziecko, jeśli pierwsze jest dziewczynką, względnie osobą niepełnosprawną, chorą psychicznie lub niedorozwiniętą umysłowo. Tak czy inaczej wymagany jest odstęp pomiędzy urodzeniem pierwszego a drugiego dziecka (zwykle 3 lub 4 lata). Rodzenie nadliczbowych dzieci powoduje duże grzywny: rodzice naruszający zasady polityki zobowiązani są do zapłaty kar pieniężnych i mogą być pozbawieni premii w miejscu pracy. Dzieci urodzone w krajach zamorskich nie są liczone w ramach polityki, jeżeli nie uzyskają obywatelstwa chińskiego. Chińscy obywatele powracający z zagranicy mogą mieć drugie dziecko.
Opłaty za obsługę, (de facto kary finansowe), są ustalane każdego roku przez lokalne biura statystyczne w stosunku do dochodu przecięŧnego mieszkańca danego rejonu, oddzielnie dla wsi i miast. Obowiązują one za posyłanie nadprogramowych dzieci do szkół i za objęcie ich opieką medyczną. Polityka jednego dziecka jest obecnie wdrażana na szczeblu prowincji, stopień jej realizacji zależy więc od działań władz regionalnych.
Urzędnicy państwowi, a zwłaszcza osoby zamożne, często naruszają politykę mimo grzywny, gdyż stać je na zapłacenie kary finansowej. Na przykład w latach 2000 i 2005 r., aż 1968 urzędników w prowincji w środkowych Chinach naruszyło te zasady, zgodnie z danymi regionalnych komisji planowania rodziny; dodatkowo do oficjalnych zakazów nie zastosowało się 21 krajowych i lokalnych prawodawców, 24 doradców politycznych, 112 przedsiębiorców i 6 starszych intelektualistów. Niektórzy urzędnicy w ogóle nie muszą płacić kar.
Od momentu wprowadzenia polityki jednego dziecka, wskaźnik urodzeń w Chinach spadł z ponad trzech urodzeń na kobietę w 1980 roku do około 1,8 urodzeń w 2008 roku. W sumie, chiński rząd szacuje, że dzięki polityce jednego dziecka urodziło się od trzech do czterysta milionów mniej osób w 2008 r. niż bez niej. Raporty zachodnich badaczy wykazały spowodowane przez politykę starzenie się ludności i ujemny przyrost ludności w niektórych obszarach
W opinii części zachodnich ośrodków badawczych i organizacji pozarządowych wdrażanie polityki jednego dziecka w Chinach łączy się z nagminnym łamaniem praw człowieka przez władze chińskie lub za ich przyzwoleniem. Efektami (czasem niezamierzonymi) polityki są przekupstwa, przymus, przymusowe sterylizacje kobiet, przymusowe aborcje, a nawet dzieciobójstwo dziewczynek odbywające się za milczącym przyzwoleniem władz, w większości na terenach wiejskich. Przykładowo raport za rok 2001 mówi o liczbie 20.000 aborcji i sterylizacji we wsi Huaiji w prowincji Guangdong w ciągu jednego roku z powodu zgłaszanych naruszeń polityki jednego dziecka. Identyfikacja kandydatów do aborcji przeprowadzana jest przy użyciu przenośnych urządzeń ultradźwiękowych, nawet w odległych wioskach. Z wcześniejszych sprawozdań wynika również, że kobiety nawet w 8,5 miesiącu ciąży, były zmuszane do przerwania ciąży przez wstrzykiwanie roztworu soli. Istnieją również doniesienia na temat kobiet, na których przeprowadzono aborcję po 9 miesiącach ciąży, zabijając ich dzieci już w kanale rodnym albo zaraz po urodzeniu. Stephen Moore z Cato Institute ogłosił, że polityka jednego dziecka prowadzi do "ciągłego ludobójstwa." Twierdził, że kapitalizm i wolny rynek lepiej rozwiązałyby problemy przeludnienia krajów rozwijających się.
Polityka jednego dziecka obejmuje szereg przepisów bazujących na zasadach eugeniki. Oboje partnerzy muszą być rygorystycznie przetestowani przed zawarciem małżeństwa. Jeżeli jeden z małżonków ma "niezadowalający" stan fizyczny lub psychiczny, od dysleksji do schizofrenii, oboje nie mogą już zawrzeć związku małżeńskiego. Chiński rząd stwierdził, że przepisy te mają na celu "poprawę jakości ludności Chin."Szczególnie restrykcyjnie polityka jednego dziecka jest też przestrzegana wobec mniejszości etnicznych, doprowadzana do skrajności w postaci przymusowych aborcji, zabijania noworodków i przymusowego sterylizowania kobiet należących do mniejszości.
Chiny, podobnie jak wiele innych krajów azjatyckich, mają długą tradycję preferencji syna. Powszechnie akceptowanym wyjaśnieniem preferencji synów jest fakt, iż w rodzinach wiejskich mężczyźni mogą być uznawani za bardziej przydatnych w pracy na roli. Zarówno w społecznościach miejskich i wiejskich, uwarunkowania ekonomiczne w połączeniu z pozostałościami tradycji konfucjanizmu tworzą podłoże dla preferencji synów. Synowie mają zapewnić podstawowe wsparcie finansowe i opiekę dla rodziców po ich przejściu na emeryturę, Ponadto, w chińskiej tradycji córki po zawarciu małżeństwa stają się przede wszystkim częścią rodziny pana młodego. Nierówny stosunek płci mężczyzn do kobiet w obecnej populacji Chin nie występuje wyłącznie na obszarach wiejskich; wskaźnik ten jest niemal identyczny w obszarach miejskich i wiejskich.
Stosunek płci nowo-narodzonych w Chinach osiągnął 117 mężczyzn : 100 kobiet w 2000 roku, znacznie więcej niż naturalny, który waha się pomiędzy 103:100 i 107:100. Wzrósł on z 108:100 w 1981 do 111:100 w 1990 roku. Według raportu opracowanego przez Państwową Komisję Ludności i Planowania Rodziny w 2020 r. będzie 30 mln więcej mężczyzn niż kobiet, co może prowadzić do niestabilności społecznej. Korelacja między wzrostem różnicy proporcji płci i wdrażaniem polityki jednego dziecka wydaje się być spowodowane przez politykę jednego dziecka.
Społeczna presja wywierana przez politykę jednego dziecka ma wpływ na tempo, w jakim rodzice pozbywają się niepożądanych dzieci. Wiele porzuconych sierot mieszka w państwowych domach dziecka, charakteryzujących się chronicznych niedofinansowaniem, brakiem przeszkolonego personelu, czasem wręcz brakiem żywności dla dzieci.
Antropolog G. William Skinner na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis i chiński naukowiec Yuan Jianhua twierdzi, że dzieciobójstwo jest dość powszechne w Chinach. Płeć wybranych aborcji, porzucania, jak i dzieciobójstwo są nielegalne w Chinach. Mimo formalnego chińskiego stanu prawnego, Departament Stanu USA, Parlament Zjednoczonego Królestwa, i broniąca praw człowieka organizacja Amnesty International zgodnie oświadczyły, że chiński program planowania rodziny przyczynia się do dzieciobójstwa.


W Chinach sypie się polityka jednego dziecka
Limit urodzeń przekraczają najbogatsi, bo ich na to stać, i najbiedniejsi, bo dzieci to ich jedyne zabezpieczenie na starość.
Kto powiedział, że w Chinach można mieć tylko jedno dziecko? Mimo surowych kar coraz więcej Chińczyków pozwala sobie na drugie i trzecie. Przyznał to w tym tygodniu przewodniczący komisji planowania rodziny Zhang Weiqing, który przedstawił wyniki ostatnich badań przeprowadzonych na jej zlecenie.
Komisja odpowiada za politykę jednego dziecka wprowadzoną w 1979 r. po śmierci Mao Zedonga, gdy Chińczyków był już miliard. Partia uznała, że ograniczenie rozrodczości jest warunkiem wydobycia kraju z nędzy.
Wprowadzono surowe limity urodzeń - jedno dziecko dla małżeństwa w mieście, dwoje dla żyjącego na wsi, pod warunkiem jednak, że pierwsza jest dziewczynka.
Od lat 80. w świat płyną raporty o brutalności urzędników odpowiedzialnych za przestrzeganie polityki jednego dziecka. O łapankach na ciężarne i przymusowych aborcjach nawet w późnym okresie ciąży.
Chiny zapewniają, że to już przeszłość. Obecnie działania władz polegać mają na edukacji i antykoncepcji. Czy na pewno? W 2005 r. działacz społeczny z nadmorskiej prowincji Shandong ujawnił kilka tysięcy przypadków przymusowych aborcji. W odwecie skazano go na cztery lata więzienia.

Przepisy najczęściej łamią przedstawiciele elity, do której komisja planowania rodziny zalicza przedsiębiorców, urzędników, gwiazdy sportu i show-biznesu. Większość z nich ma już dwójkę dzieci, a co dziesiąty troje.
- Mam już sławę i pieniądze, teraz chcę mieć wielu potomków. To nasza chińska tradycja - mówi agencji Xinhua chiński milioner, który przedstawił się jako Yu. W Chinach liczne potomstwo było synonimem szczęścia i pomyślności. Yu ma trójkę dzieci i chce się dorobić kolejnej trójki.
Nielegalnie urodzony nie ma prawa do szkoły ani opieki zdrowotnej. Tyle że w dobie komercjalizacji szkolnictwa i lecznictwa bogaci i tak posyłają dzieci do szkoły międzynarodowej czy za granicę. Obok willi i dobrego samochodu liczne potomstwo staje się więc wyróżnikiem statusu społecznego.
Wielodzietne rodziny widać coraz częściej w zamożnych Chinach wschodnich. W takich miastach jak bogaty port Wenzhou nad Morzem Wschodniochińskim biznesmeni załatwiają sobie prawo do kolejnego dziecka, np. kupując fałszywe zaświadczenia, że pierwsze dziecko cierpi na chorobę genetyczną. Inny sposób to łapówka. Urzędnicy przymykają oko na ten proceder, a w razie czego bogatych stać na zapłacenie grzywny.
Sposobów na obejście surowego zakazu jest zresztą bez liku. Wystarczy wyjechać czasowo z Chin i wrócić po pewnym czasie z nowym potomstwem.
Szukając sposobu na zdyscyplinowanie bogatych, władze zamożnej wschodniej prowincji Zhejiang ogłosiły w ub.r. akcję "Napiętnuj i zawstydź", w ramach której ogłaszają nazwiska osób, które złamały politykę jednego dziecka. Dziś wiadomo już, że nic to nie dało.
Wzrosnąć mają kary pieniężne dla rodziców. Xinhua podaje, że obecnie w miastach za dodatkowe dziecko płaci się 25 tys. dol., na wsi około 700 dol. To prawie dwa razy tyle, ile wynosi roczny dochód rodziny chłopskiej. Jednak i na wsi, która chce mieć więcej chłopców, przepisy się łamie. Kobiety, które chcą urodzić drugie dziecko, uciekają do rodziny w innej miejscowości i wracają po porodzie. W odległych zakątkach Chin burzy się za karę domy.
400 mln się nie urodziło
Dziś Chiny są najludniejszym krajem świata z 1,3 mld mieszkańców i kurczącymi się zasobami naturalnymi. Według prognoz w 2050 r. będzie ich już 1,66 mld, po czym liczba ludności ma się ustabilizować.
Partia komunistyczna chwali się, że dzięki polityce jednego dziecka 400 mln ludzi nie przyszło na świat i możliwy stał się rozkwit Chin. Coraz bardziej widoczne są jednak skutki uboczne. Jednym z nich jest brak kobiet. W niektórych prowincjach proporcja liczby chłopców i dziewczynek jest jak 130 do 100. Miliony Chińczyków nigdy nie założą rodziny. Rozpowszechnia się za to prostytucja i coraz częściej kobiety są porywane.

Pojawiło się pokolenie jedynaków zwanych "małymi cesarzami", o których mówi się, że są niedojrzali emocjonalnie i społecznie. Inna obawa demografów - Chiny mogą się szybciej zestarzeć, niż się wzbogacą.
W ostatnich latach w wielkiej dyskusji, jaka toczy się wśród chińskich ekspertów, padła propozycja rozluźnienia polityki jednego dziecka. Mówiono, że spełniła już swój cel. Zmienił się model rodziny, bo dziś 60 proc. Chińczyków pytanych w ankietach chce co najwyżej dwójki dzieci.
Ale chińscy planiści, dmuchając na zimne, ogłosili w zeszłym roku, że polityka jednego dziecka zostanie utrzymana.
Źródło: Gazeta Wyborcza